Związek Żołnierzy WP Zarząd Rejonowy w Słupsku
  Forum
 
Słupsk
INSTYTUT PAMIĘCI NARODOWEJ
Edward Bobiński
Czytałem kiedyś w „Przeglądzie” artykuł pana Krzysztofa Wasilewskiego „Kłamstwa i wpadki IPN”, a pod tym chyba podkreślenie siły tej instytucji, że „Nawet władze państwowe wolą milczeć, niż narażać się wszechpotężnemu urzędowi.” I to mnie zaciekawiło. Bo to tak, jakby rodzice wychowali dziecko i jak „ONO”, dorosło i „dojrzało”; zaczęło się rządzić swoim prawem, nie zważając na rodzicielskie dotychczasowe nauki, tym samym stawiając rodziców w sytuacji zakłopotanej i z czasem nieprzyjaznej. Ale, pomimo wszystko świadczyło by to o bezradności, w tym i słabości rodziców – wychowawców.
Ale mnie staremu, urodzonemu jeszcze w pierwszej ćwiartce XX wieku, tj. okresu międzywojennego, to IPN kojarzy się z Państwem Polskim, Polskim Narodem, Polską Szkołą, Patriotyzmem Polskim. Bo to Polska dopiero co odzyskała niepodległość po 123-ch latach; Polska była wreszcie wolna!!!   Patriotyzm? Mówiono nam o tym zawsze i wszędzie; w domu, w szkole i w innych organizacjach młodzieżowych. Bo to Polska była dla naszych rodziców i starszego rodzeństwa nowością, pięknością, a nawet dla niektórych świętością.
Program edukacji dla młodzieży szkolnej obfitował w zagadnienia patriotyczne. Dużo o Polsce, narodzie polskim i wielkich Polakach mówiono nam w szkole, uczono pieśni i piosenek, np.: „Długo spała Polska nasza, długo Polski Orzeł spał; wnet się zbudził i spamiętał, że on kiedyś wolność miał;..”, albo: ”Piękna nasza Polska cała, piękna żyzna i nie mała...”
Mówiono nam też o tych, którzy nami rządzili, np.: o Józefie Piłsudskim, Jego Legionach i walce o niepodległość Polski, o więzieniu w Magdeburgu, Przewrocie majowym w 1926 roku, o Jego chorobie, śmierci i pieśni, jaką śpiewaliśmy podczas pogrzebu Marszałka: „Niebo nad Polską chmurzy się i mroczy; Śmierć pobieliła Komendanta twarz; Biedna Ojczyzna wypłakała oczy, z żalu po Tobie, Wodzu drogi nasz.” Po Piłsudskim Wodzem Naczelnym został marszałek Edward Śmigły Rydz, który, jak nas pocieszano w piosence, będzie nas bronił tak, że nikt nam nie zrobi nic. Był też jeden z rządzących nami, że nie wierzył w zdolność obronną i siłę obecnych przywódców i odszedł; nie informując o tym innych.
 To był wkład młodej Ojczyzny, młodej Polski w dzieło patriotycznego wychowania dzieci, młodzieży, - Polaków, który zaowocował, jakże tragicznie w Powstaniu Warszawskim w sierpniu i wrześniu 1944 roku. Młodzież Polska, kwiat polskiej młodzieży Warszawy zdawał, wówczas - o jakże trudny egzamin patriotycznego wychowania idąc w bój, za Białym Orłem – symbolem patriotyzmu i walki Polaków o wolność.
Ja nadal uważam, że Instytut Pamięci Narodowej to Polska; to Kraj; jej Naród, wszelkie instytucję państwowe, społeczne; ich przeszłość, egzystencja i z niej radość. „Cieszmy się i radujmy z wolności i bezpieczeństwa jakie osiągnęliśmy już ponad 25 lat; nie zapominajmy o wzajemnym szacunku, gdyż to sprzyja wszechstronnemu rozwojowi narodów;” tak nam przypominał i nakazywał w swoich przemówieniach nasz dotychczasowy prezydent Pan Bronisław Komorowski.
I takie uczucie powinno nas Polaków cechować. Ja bym tak chciał.
A jak jest? Do zadań Instytutu Pamięci Narodowej należy:
1.      Gromadzenie i zarządzanie dokumentami organów bezpieczeństwa państwa, sporządzanymi od 22 lipca 1944 roku do 31 grudnia 1989
2.      Ściganie zbrodni nazistowskich i komunistycznych.
3.      Prowadzenie działalności edukacyjnej.
Przedmiotem badań Instytutu są m. in.:
1.       Zbrodnie dokonane przez aparat cywilny i militarny III Rzeszy na ziemiach okupowanej Polski, deportacje do obozów koncentracyjnych,
2.       Deportacje żołnierzy AK i innych formacji niepodległościowych, oraz mieszkańców Kresów Wschodnich, II RP w głąb ZSRR.
3.       Pacyfikacja ziem polskich między Wisłą a Bugiem w latach 1944 – 1947, przez jednostki NKWD.
W przekonaniu prawicy IPN stoi na straży prawdy i sprawiedliwości dziejowej. Absolutny charakter jego orzeczeń sprawia, że każda próba ich podważenia jest skazana na klęskę. W myśl zasady: Instytut przemówił, sprawa skończona. Nawet władza państwowa przed którą IPN formalnie odpowiada, woli milczeć, niż się narazić temu wszechpotężnemu urzędowi. Tymczasem lista pomyłek, przeinaczeń i zwyczajnych kłamstw pracowników IPN stawia pod znakiem zapytania sens jego istnienia.
Instytut Pamięci Narodowej został powołany ustawą z dnia 18 grudnia 1998 r. Od tego czasu dał się poznać jako instytucja nie upamiętniająca ofiary nazizmu i komunizmu, lecz łamiąca ludziom kręgosłupy i kariery.
Na długiej liście osób, którym IPN odmówił świadectwa moralności, znaleźli się m.in. Lech Wałęsa, Karol Małcużyński, Józef Oleksy i Krzysztof Skubiszewski, a także dołączył do nich sędziwy już generał Zbigniew Ścibor-Rylski.
Przykładem jest nagonka na Lecha Wałęsę, rozpoczęta w 2008 roku publikacją książki Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii.” Główna teza tej publikacji brzmiała; „Lech Wałęsa był aktywnym agentem SB, który donosił na kolegów przez prawie sześć lat.”
W 2000 roku Sąd Lustracyjny uwolnił byłego prezydenta od zarzutu współpracy, ze służbami specjalnymi PRL. Na to Gontarczyk zareagował, że :”Kiedy obraduje sąd nikt nie może czuć się bezpieczny.”
Czy w takim przypadku może dziwić, że historycy z IPN przyznali sobie prawo skorygowania wyroku sądu. W takim razie, po co nam sądy, skoro jest IPN. W końcu instytut dysponujący olbrzymimi zasobami materialnymi i osobowymi może sam osądzić, kto zasługuje na miano bohatera, a kto na miano zdrajcy.
Największe grzechy i kłamstwa IPN wg prof. Andrzeja Romanowskiego, to pomieszanie porządku historycznego z porządkiem prawnym, a tworzenie trybunału sprawiedliwości dla historii jest absurdalne. Drugi grzech to preferowanie czarno – białego widzenia przeszłości. Nie ma tutaj żadnego środka, mamy tylko „obóz zaprzaństwa” i „obóz walczący.”
Prof. Marek Jabłonowski uważa, że dokumenty będące w gestii instytutu traktowane są w sposób szczególny, tymczasem powinny być udostępniane zainteresowanym osobą i instytucjom na ogólnych zasadach równych dla wszystkich, tak jak pozostałe akta, np. zgromadzone w Archiwum Akt Nowych. Bo to są dokumenty dotyczące historii Polski, w XX w.
 Prof. Tomasz Nałęcz uważa, że naszemu bohaterowi narodowemu należy się od państwa w pierwszej kolejności solidna biografia wydana po polsku i po angielsku, będąca świadectwem osiągnięć wielkiego ruchu „Solidarności.” Tymczasem wydanie o Lechu Wałęsie pierwszej książki w tym kształcie przez instytucję państwową jest nieporozumieniem i razi go. [Prof. Nałęcza]. Uważa, że IPN wydając tę pozycję także z jego pieniędzy, w tym wypadku ich nadużył.
Prof. Andrzej Garlicki, historyk. Uważa, że klasycznym przykładem absolutnej kompromitacji była ekshumacja gen. Władysława Sikorskiego, nie tylko bezsensowna i kosztowna, ale również uwłaczająca pamięci tego polityka. Moja opinia o IPN jest w zasadzie jak najgorsza, stwierdził Profesor. „Uważam ją za nieprzyzwoitą instytucję, która ma olbrzymi budżet, większy niż inne instytucje naukowe, a pieniądze są wydatkowane niekiedy bez sensu, bo poza interesującymi badaniami i opracowaniami naukowymi stworzono tam wygodne synekury dla specjalistów od represji komunistycznych.
IPN powstał w myśl zasady, że „ historię piszą zwycięzcy”. Jak każdy inny urząd powinien realizować interesy państwa polskiego. Tymczasem od momentu powstania został zawładnięty przez nieliczną grupę historycznych ekstremistów dla których prawda jest ważna o tyle, o ile potwierdza przyjęte przez nich tezy. W innym przypadku nie należy zaprzątać sobie nią głowy. Historycy z IPN – funkcjonują niemal jako oddzielna kategoria historyków – wydają się nie zauważać, że IV RP już dawno się skończyła i lansowany przez nią model pisania o historii zasłużenie trafił na śmietnik. Nadal mamy więc w IPN do czynienia z niespotykaną w normalnej nauce hipokryzję, przekręcaniem faktów czy wręcz kłamstwem. Na poparcie tego w licznych artykułach prasowych i wystąpieniach TV historycy z IPN przekonywali, że po 1944 roku nie było suwerennego państwa polskiego, że nasz kraj miał status obszaru podbitego przez Sowietów. Zdaniem IPN na miano bohaterów zasługują wyłącznie tacy bohaterowie jak Zygmunt Szendzielarz [„Łupaszka”], czy Józef Kuraś [„Ogień”].
Wielu pracowników IPN używa swojej wiedzy do prowadzenia bieżącej polityki, której głównym celem jest skompromitowanie III RP. Stosunek Instytutu do współczesnego państwa polskiego sprecyzował dr Muszyński: „III RP pozostała prawną kontynuacją PRL”. Tak oto instytucja powołana przez państwo jawnie występuje przeciwko niemu.
W każdym normalnym kraju fakt ten spowodowałby bądź rozwiązanie instytutu, bądź wymuszenie na nim głębokiej wewnętrznej reformy. IPN jest urzędem państwowym, w dobie kryzysu ma budżet w wysokości 223 mln zł oraz ponad 2,1 tys. pracowników, których średnie wynagrodzenie wynosi 5,3 tys. zł. Oddzielną grupę stanowią prokuratorzy, z miesięcznymi przychodami sięgającymi prawie 13 tys. zł.
IPN mieniący się ostoją prawdy i sprawiedliwości, sam nie jest wolny od tych wszystkich ułomności., które trawią pozostałe polskie urzędy. Nie prawdą jest, że pracę w Instytucie zdobywają najlepiej wyedukowani i doświadczeni ludzie. Spoiwem łączącym poszczególne oddziały instytutu jest nie tyle alergiczny antykomunizm, ile troska o własny interes.
Podległość bieżącej polityce sprawia, że historycy instytutu nie mają dobrej opinii w środowisku naukowym. W przeciwieństwie do pracowników naukowych PAN, czy uniwersytetów. Większość publikacji IPN stanowią prace będące niemalże kopią raportów SB, wzbogaconą co najwyżej kilkoma przypisami.
Instytut jest dzieckiem rewolucji, które zaczęło pożerać swoich ojców. Najwięcej ofiar stanowią byli opozycjoniści.
IPN ma niemalże monopol na badanie i popularyzowanie najnowszych dziejów Polski. Jest to szczególnie widoczne w wymiarze lokalnym, gdzie oddziały instytutu pozwalają profesorom i doktorom uniwersyteckim nieźle dorobić na etacie.
Niełatwo znaleźć badacza dziejów najnowszych, który nie byłby w jakiś sposób związany z IPN w kolejnej próbie pisania historii na nowo. Historycy, którzy dystansują się od IPN są skutecznie marginalizowani. Z kolei ci, którzy wybierają współpracę z IPN, mogą liczyć na profesjonalną promocję oraz obecność ich książek niemal we wszystkich empikach.
Każda próba likwidacji lub ograniczenia władzy IPN kończy się głośnymi protestami nie tylko na prawicy. Politycy wraz z usłużnymi historykami starają się wyrobić w społeczeństwie przekonanie, że od istnienia instytutu zależy istnienie niepodległego państwa. Państwo polskie, jego obywatele doskonale sobie radzili bez niego.
Także rodzima historiografia zbytnio nie ucierpi. Poza kilkoma kontrowersyjnymi publikacjami instytut nie dorobił się żadnych znaczących prac naukowych, które zmieniłyby nasze postrzeganie najnowszych dziejów Polski. Co najwyżej kolejne jego publikacje posłużyły do zaostrzenia bieżącego sporu politycznego. Mimo to trudno się spodziewać likwidacji IPN w ciągu najbliższych kilku lat. Jedyne co wydaje się możliwe, to jego ucywilizowanie.
Jako instytucja państwowa IPN powinien podlegać tym samym wymogom co wszystkie inne urzędy. Oznacza to m.in. pełną kontrolę jego poczynań. Skoro ma to być główna instytucja zajmująca się badaniem i popularyzacją dziejów najnowszych, musi ona bezwzględnie przestrzegać zasad naukowego obiektywizmu. Innymi słowy, IPN powinien skończyć z masowym publikowaniem peanów na cześć żołnierzy wyklętych i „Solidarności”, a zająć się faktycznym badaniem historii Polski z lat 1944-1990, do którego zobowiązuje go ustawa.
Kto miałby dokonać takiej naprawy IPN? Parlament ma do dyspozycji wszystkie narzędzia, by skutecznie kontrolować funkcjonowanie instytutu. W końcu będąc urzędem państwowym, instytut nie może stać ponad wszystkimi, lecz musi realizować zadania powierzone mu przez polskie władze. Nie chodzi tu o wywieranie politycznej presji na badania naukowe, ale o ukrócenie obecnej patologii, kiedy IPN stał się straszakiem w ręku tylko jednej partii.
 IPN powstał w myśl zasady, że „historię piszą zwycięzcy”. Został powołany głównie po to, aby dokonać politycznej wendety na znienawidzonych „postkomunistach”. Jednak parafrazując znane powiedzenie, okazał się dzieckiem rewolucji, które szybko zaczęło pożerać swoich ojców. Nie może dziwić, że najwięcej ofiar IPN stanowią byli opozycjoniści. To, czego nie dokonała Służba Bezpieczeństwa, zrobił urząd powołany przez demokratyczne państwo.
Dziś instytut jest karykaturą samego siebie. Dla wielu stał się symbolem całego zła, które trawiło rodzimą historiografię w tak wyszydzanej przez prawicę PRL .

 
  Dzisiaj stronę odwiedziło już 8 odwiedzający (32 wejścia) tutaj!  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=